środa, 21 maja 2014

47. Empatia

 
waniliowa owsianka z gruszką, bananem, cynamonem i gorzką czekoladą


Oj długo mnie tu nie było. 
Dużo dzieje się nadal, mam wrażenie, że życie już nigdy nie przyhamuje. Może to dobrze? Przynajmniej nie spędzam zbyt dużo czasu ze sobą.
Zastanawia mnie fakt, że zauważono u mnie cechy pozytywne
Zwłaszcza rzekomą empatię
I zarzucono, czy aby nie jest jej zbyt wiele
I czy ja na pewno myślę o sobie, skoro tak dużo myślę o innych.
I jedyna odpowiedź, która przychodzi do głowy, to:
Nie umiem sobie pomóc, więc pomagam innym. Pocieszam, dotrzymuję towarzystwa, tajemnic i obietnic.
Lecz w chwili, gdy zaczynam oczekiwać tego samego, ogarnia mnie lęk
Że może ten ktoś nie jest gotów na takie poświęcenie, a ja tylko zamęczam swoimi zmartwieniami, mało ważnymi zresztą
Czy ktoś jest naprawdę chętny mnie wysłuchać?

 ---

"Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o ile takie istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa. Dlatego, że jesteś mądra. Że wszystko rozumiesz, że wszystko wybaczasz, że wszystko potrafisz mądrze ustawić. Za mądrość płaci się cierpieniem. Biedne nieszczęśliwe, mądre kobiety. Żal mi was, bo prawie zawsze giniecie przez głupców. Jesteś mądra. Jesteś piekielnie mądra, ty idiotko." -Marek Hłasko

 

środa, 23 kwietnia 2014

46. Zamiana ról


czekoladowo-bananowo-kawowa owsianka budyniowa  z masłem orzechowym
przepraszam za kiepską jakość, zdjęcie robione nowym telefonem

Zdjęć ciekawych nie mam, jednak wygadać się trochę chciałam.
Święta przeżyłam strasznie, mimo że były to niecałe dwa dni.
Chyba zostanę w domu w następne święta.
Nie zniosę tych okrutnych komentarzy i braku szacunku wobec mojej osoby.
Humor mi to zepsuło całkowicie.
I od tamtej pory nie umiem go naprawić znów.
Źle nie jest, ale problemy są nadal, boleśnie o sobie przypomniały.
"Hej, nie ciesz się za bardzo, my tu wciąż jesteśmy"
Odsuwam się, odgradzam, nie chcę znów popadać w skrajność.
Nie mogę pozwolić, by znów było tak źle, jak jeszcze całkiem niedawno.
Bo tym razem nie będzie odwrotu.
Tym razem nikt mnie nie uratuje.


 W święta kuzynka, której robiłam sesję, dla odmiany kazała mi stanąć przed obiektywem... Cóż, z ogromnej ilości zdjęć, które mi zrobiła, wyszłam nawet okej tylko na dwóch (ale to i tak coś!):




sobota, 19 kwietnia 2014

45. Wesołych

 kukurydziany omlet z dżemem truskawkowym, bananem i jogurtem naturalnym z cynamonem i miodem 


Mieliście kiedyś tak, że przy poznaniu nowej osoby od razu Was połączyła z nią nić porozumienia?
Coś w jej oczach czy zachowaniu Wam podpowiedziało, że rozumie Was bez słów
A potem się okazało, że jesteście do siebie niezwykle podobni i czujecie się przy sobie tak swobodnie, jak gdybyście się znali już od bardzo dawna
Wydaje mi się, że coś takiego mi się przytrafiło właśnie.
Tak szybko pokochałam tych ludzi.
Nie wiem, co bym zrobiła bez niego i bez nich.
Nigdy nie będę w stanie wystarczająco podziękować za to, że zostałam tak bezinteresownie uratowana.

Odkryłam u siebie nowe upodobania.
Bardzo lubię spontaniczność, chociaż wydawało mi się, że zawsze byłam jej przeciwna.
Ale teraz nocny spacer w pierwszej wiosennej burzy czy piknik w lesie w wietrzny dzień mi niestraszne.
Wydaje mi się, że ta spontaniczność mi się trochę udziela, bo przecież to najbardziej trafne określenie dla osób, z którymi spędzam teraz najwięcej czasu. 
I mi to pasuje, nawet bardzo.


Ostatnie dwa dni spędziłam też na ratowaniu swoich włosów, które po wizycie u fryzjera były dwukolorowe. Dowiedziałam się również, że gdybym nałożyła farbę na całą głowę, wyszłabym stamtąd łysa. Choroba i utleniacze tak mi zniszczyły włosy, że trudno będzie je teraz uratować w delikatny sposób. Srebrny szampon uratował żółtobrązowe końcówki przed ścięciem, jednak co z resztą włosów? Idealnej bieli chyba nigdy nie osiągnę, a już i tak straciły połowę objętości. I były kiedyś kręcone...

Życzę Wam wszystkim wesołych świąt Wielkanocnych.

Sama ich nie obchodzę duchowo, gdyż jestem osobą niewierzącą, jednak ze względu na brak innych opcji do rodziny pojechać muszę, uśmiechać się, odpowiadać na pytania, mówić, że u mnie wszystko okej i ignorować okropne komentarze na temat mojej grubości bądź niegrubości i innych fizycznych cech

czwartek, 17 kwietnia 2014

Dużo się dzieje

wegetariańskie leczo

Choroba wreszcie przeszła.
Prawdziwa wiosna wreszcie przyszła.
Korzystam!
Wiele się u mnie dzieje ostatnio.
Wczoraj byłam na koncercie, prawie zapomniałam, jak to fajnie jest machać głową razem z tłumem i łapać ludzi wypadających z pogo
Potem wizyta w Macu u północy, kolejna przygoda, tym razem chłopak dał swój kontakt profesjonalnemu fotografowi
Dziś katastrofa u fryzjera i nowe trampki (jakie to dziwne uczucie, zdjąć glany)
Jutro wolontariat w Telefonie Zaufania
Potem Krowarzywa z koleżanką, żeby się wreszcie poznać bliżej
W sobotę on
W niedzielę wyjazd do rodziny. Niezbyt lubianej niestety
Jakoś muszę przeboleć.

Doomrow; SCARLET SKIES; Phedora

czarne, bez szaleństw

A jako że mi kreski dziś wyszły, pochwalić się nieskromnie muszę c:



sobota, 12 kwietnia 2014

43. / 44. Dzień czekolady i przeziębienia

kakaowe placki razowo-owsiane z gorzką czekoladą; z masłem orzechowym, truskawkami i bananem

Przepis dodam, gdy lepiej się poczuję, bo od czwartku bolało mnie gardło, a dziś przeziębienie uderzyło z całej siły
Tak więc dzisiejszy dzień przeleżę w łóżku z podręcznikami i atlasem, i górą chusteczek.
Obym lepiej się jutro poczuła, bo chciałam odwiedzić pewnego idiotę na drugim końcu miasta




a wczoraj:

wegański waniliowo-marcepanowy pudding z kaszy manny z truskawkami i domowym masłem orzechowym od Martyny - przepis




 Wiosna pełną parą, może nie za oknem, lecz w mojej głowie


środa, 9 kwietnia 2014

42. Pędzę


 razowe  gofry marchewkowo-cynamonowe z masłem orzechowym; koktajl marchewka-banan-pomarańcza-kiwi

Śniadanie weekendowe, najlepszego zresztą chyba w całym życiu
Miała być impreza, było spotkanie ze znajomymi i piwo w parku, potem Subway.
Były zaczepki przez dresów i moje niemalże pijackie wygłupy (mam słabą głowę)
Przezywanie mnie "koalą" w sumie adekwatne do pozycji, w jakiej się ciągle znajdowałam tamtego wieczoru
 Jednak potrafię być w towarzystwie.
Potrafię miło spędzić czas.
Naprawdę fajnie wiedzieć takie drobnostki.

---
Kolejny słoik masła orzechowego poszedł w 3 dni.

Od poniedziałku do piątku w ramach Światowego Tygodnia Weganizmu na takąże dietę przeszłam. Najgorsze już za mną ;)



A wczoraj wyjątkowe spotkanie z wyjątkową osobą, którą poznałam już bardzo dawno temu z powodu wspólnych problemów, a wywiązała się chyba wielka przyjaźń - Martyna!
Mimo, że rozmowa (przy marchewkach ♥) nie trwała zbyt długo, miło było Cię znów zobaczyć!
Byle do czerwca, do koncertu i Twojego nocowania u mnie ♥
i przepraszam, że taka przymulona byłam, wiesz, jak długo śpię

 

sobota, 5 kwietnia 2014

Hej, wiosno


Hej, wiosna.
Hej, oddycham pełną piersią.
Hej, kocham.
Hej, jestem szczęśliwa.
Hej, żyję. 
Hej.
 
Szykuje się świetny weekend, z pięknymi, przebojowymi ludźmi
I długo oczekiwana samotność we dwoje też.

 razowe gofry marchewkowo-kokosowo-cynamonowe

Nie zdołałam w pełni się nimi rozkoszować, ale może Wam się uda.
Zostawiam przepis, póki pamiętam:

 Razowe gofry marchewkowo-kokosowo-cynamonowe
1 duża porcja lub 2 małe - 4 gofry

  • 1 jajko
  • 100ml (+/-) mleka
  • 100g mąki (u mnie żytnia razowa)
  • 2 łyżki cukru (polecam brązowy)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 średnia marchewka
  • 2 łyżki wiórków kokosowych

Marchewkę zetrzeć na tarce o grubych oczkach, dodać jajko, mąkę, mleko i wymieszać. Dodać proszek do pieczenia, cukier, przyprawy i wiórki kokosowe. Ciasto powinno lać się swobodnie, ale jednak pozostać trochę gęste. Przelać ciasto do silikonowych foremek do gofrów (w tym tygodniu można kupić w Lidlu za 14.99!) i piec w 200 stopniach przez 20 minut lub w gofrownicy (niestety nie jestem w stanie podać, jak długo należy je piec w gofrownicy).





środa, 2 kwietnia 2014

Marcowe migawki.

Byłam wczoraj taka szczęśliwa, zdobyłam w Lidlu blender/malakser oraz silikonowe formy do gofrów.
Upiekłam gofry marchewkowo-kokosowo-cynamonowe do szkoły, i wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że... zepsuły się?!
Ech. Moje gofry chyba się bawiły w Prima Aprillis.

Miłego kwietnia!

---

Trochę się bawię w pstrykanie zdjęć.
Teraz, gdy pogoda dopisuje, nie mam już wymówek by nie wyskoczyć gdzieś z aparatem...
Oto kilka zdjęć z marca (kilka zdjęć na początku zostało tylko przerobionych w marcu) :)



wnętrze budynku Politechniki Warszawskiej






BMX park niedaleko mojego bloku

 opuszczony (być może nawiedzony) dom, również niedaleko mojego bloku


okulary przyjaciółki

mój książę z bajki ;)

 Te nie zrobione przeze mnie, lecz przez owego powyższego księcia...


 




niedziela, 30 marca 2014

41. Pokochaj życie, pokochaj siebie.

cynamonowe tosty francuskie z miodem i borówkami

Szczęścia nie braknie, wręcz jest go coraz więcej.
Naprawdę mam nadzieję, że to uczucie nie przeminie.
Uświadomiłam sobie też ostatnio, że szarość istnieje.
Bo zawsze w moich oczach wszystko było czarne lub białe.
Beznadziejne lub cudowne.
Teraz jest okej.
Po raz pierwszy w życiu czuję się jak normalny człowiek, jak normalna nastolatka z normalnymi problemami.
Czuję się normalnie.
Może nie jestem wariatką?
Może potrafię ze sobą żyć, nie ziać nienawiścią do własnego ciała i charakteru?
Może, dzięki ostatnim wydarzeniom, w końcu będę w stanie się tolerować?
  

Wkleję Wam tutaj mój monolog z alternatywnego profilu na Instagramie (wraz z tłumaczeniem na polski): 

"I’ve been thinking a lot lately. And I came to a conclusion that I definately didn’t come to for the first time, but this time it’s different. This time it’s real, and my decision WILL have impact on lives - not just my own, but on my loved ones’ lives as well. What is that conclusion? I MUST take care of myself. No matter what. No matter how I feel about my body on a certain day. No matter how much I don’t want to look at myself. No matter how much I weigh. I have to eat. I have to tolerate my body, because it will be with me forever. You know when the right time to be a skeleton is? When you die. And I don’t want to die. If you asked me a few months ago if I love life, I would have said no, not at all. But now I’ve met people who have taught me to enjoy the moment and not think about the future too much, or linger in the past. Everyone is insecure, but it doesn’t paralize them, does it? Why should I be an exception? Sure, I might have chubby cheeks and a pudgy stomach or jiggly thighs, but does that bother anyone? Anyone other than me? Of course not. NOBODY will ever look at me and think “Ew, her legs are disgusting, I dont want to be friends with her.” No one will love me less, even if I gain weight. Why be skinny when you can eat peanut butter straight out of the jar? When you can cook with your boyfriend? When you can bake with your mom? Why be skinny when you can go for a run with your best friend or go cycling and get ice cream on the way back home? Why be unhealthy and unhappy, when all it takes is a simple decision in order to turn things around for the better? Stop feeling sorry for yourself, realize you are worth so much more than you think, and decide that from this day, you will fight as hard as you can to love life, love yourself and love those around you. I guarantee that if you make an effort to change things, they WILL change. It just takes time."
---
"Ostatnio dużo myślę. I doszłam do pewnego wniosku, do którego nie dochodzę pierwszy raz, ale tym razem jest inaczej. Tym razem to jest prawdziwe, a moja decyzja będzie miała wpływ na życie - zarówno moje, jak i moich najbliższych. Jaki jest ten wniosek? MUSZĘ o siebie dbać. W każdej sytuacji, bez wyjątku. Nieważne, jak danego dnia się czuję ze swoim ciałem. Nieważne, jak bardzo danego dnia nie chcę na siebie patrzeć. Nieważne, ile ważę. Muszę jeść. Muszę tolerować swoje ciało, bo ono będzie ze mną na zawsze. Wiecie, kiedy jest fajnie być szkieletem? Po śmierci. A ja nie chcę umierać. Jeśli byście mnie spytali kilka tygodni temu, czy kocham życie, odpowiedziałabym, że nie, wcale. Ale teraz poznałam ludzi, którzy nauczyli mnie żyć chwilą i nie myśleć za bardzo o przyszłości ani o przeszłości. Nikt nie podoba się sobie w stu procentach, ale to ich nie paraliżuje. Dlaczego ja mam być wyjątkiem? Jasne, może mam tłuste policzki, odstający brzuch, trzęsące się uda, ale czy to komuś przeszkadza? Komuś poza mną? Oczywiście, że nie. NIKT nigdy na mnie nie spojrzy i pomyśli "O fuj, ona ma ohydne nogi, nie będę się z nią przyjaźnić." Nikt nie będzie mnie kochał mniej, nawet jeśli przybędzie mi parę kilogramów. Po co być chudą, jak można wyjadać masło orzechowe prosto ze słoika? Po co być chudą, jak można gotować ze swoim chłopakiem? Po co być chudą, jak można piec ze swoją mamą? Po co być chudą, jak można wyjść pobiegać ze swoją przyjaciółką albo pójść razem na rower, a w drodze powrotnej kupić sobie lody? Po co być niezdrową i nieszczęśliwą, kiedy jedyne, czego trzeba, to prosta decyzja, żeby odwrócić wszystko? Przestań się nad sobą użalać, uświadom sobie, że jesteś wart o wiele więcej niż myślisz, i zdecyduj, że od dzisiaj będziesz walczyć z całych sił, by kochać życie, kochać siebie i kochać wszystkich wokół siebie. Gwarantuję, że jeśli się postarasz, by odmienić swoje życie, ono naprawdę się zmieni. Trzeba temu po prostu dać trochę czasu."



piątek, 28 marca 2014

40. Wiosna oszukuje trochę

mix płatków śniadaniowych (Shreddies, Bran Flakes, kukurydziane) z otrębami pszennymi i owsianymi, borówkami i rodzynkami + mleko sojowe


To rozczarowanie, gdy otwierasz lodówkę z myślą, że za 20 minut będziesz jeść swoje ulubione pancakes... a tam nie ma ani jednego jajka.
Czasem trzeba trochę poimprowizować
Trudno mi znaleźć dobre mleko sojowe. Wszystkie są jakieś takie bez smaku
Ale lepsze to niż krowie, stanowczo.

Zostałam dziś w domu, od niechcenia.
O dziwo, rodzice się nie sprzeciwiali.
Zdrowie trochę podupada, czymś się chyba zatrułam, i jeszcze przeziębienie do tego. Ta zdradliwa pogoda
Ale nigdy nie jest się zbyt chorym, bo odwiedzić ukochaną osobę, nawet jeśli jest dużo bardziej chora od nas
Chcę już popołudnie, nie chcę jechać na tę głupią terapię.




środa, 26 marca 2014

Kolorowo w głowie i na talerzu

quinoa z cieciorką, brokułem, fasolką szparagową, dynią i kalafiorem (brak na zdjęciu), nerkowcami, pestkami słonecznika + przyprawy


Śniadań brak, bo czasu mało.
Lepiej mi się sypia ostatnio.
Może zamiast śniadaniem, zainspiruję lunchem?
Nie znoszę, gdy wyjmuję z torby takie oto kolorowe, zdrowe cudo i lecą pytania:
"Ooo, jakaś dieta?"
"Po co jesz tak zdrowo?"
BO LUBIĘ.
Zdrowe, racjonalne odżywianie daje szczęście wewnętrzne, fizycznie też ma swoje korzyści.
To samo, gdy mówię "Biega(ła)m."
Zdrowie to nie katowanie się Chodakowską  i jogurtami light.
Zdrowy tryb życia polega przecież na dbaniu o siebie, czyli dostarczaniu odpowiednich składników odżywczych.
I czasem ciastko lub czekolada, albo pizza też są wspaniałe w takim trybie życia.
Bo to zdrowe dla duszy przecież.

------------

Polecam sieć knajpek, nie wiem, czy tylko w stolicy istniejąca.
Smaczne, tajskie jedzenie, robione na woku, na Twoich oczach.
I jeszcze pudełko i pałeczki!
Mogłabym żyć na takim jedzeniu.

 







A przez pewną osóbkę nie mogę myśleć logicznie ostatnio.
Czuję się świeżo, wiosennie, kolorowo, szczęśliwie. Pięknie.
Nigdy nie będę w stanie odwdzięczyć się za niespodziewany ratunek z czeluści mojej własnej głowy.
Dziękuję, że jesteś



niedziela, 23 marca 2014

39. Daj życiu szansę

żytnie razowe kakaowe naleśniki z nadzieniem orzechowo-serowym; z miodem i nerkowcami

Gdyby ktoś kilka tygodni temu mnie spytał, czy jestem zadowolona z życia, z pewnością odpowiedziałabym:
Ani trochę
Chyba żartujesz
Jest beznadziejnie
Chcę umrzeć
Teraz jednak, sama bez pytania krzyczę: Jest cudownie!
Poznaję wspaniałych ludzi.
Przyjemnie spędzam czas.
Wreszcie na pierwszym miejscu w moim życiu nie jest jedzenie. Ani szkoła. Ani smutek.
Są tylko te motylki, uśmiechy, długie rozmowy, bliskość i czułość.
Miłość.
Każdy gest i słowo teraz się bardziej liczy, bardziej zapada w pamięć.
Dni już nie spędzam na odliczaniu chwil pełnych niepewności.
Nie muszę już na nikogo czekać. Nie muszę się martwić.
Żadnych głupich pytań. Żadnych wątpliwości.
Tylko szczęście, przyjaźń, miłość, radość.
I jeszcze ta wiosna za oknem.
Zakochałam się. W życiu też.


 Razowe kakaowe naleśniki z nadzieniem orzechowo-serowym
1 porcja - ok. 3-4 naleśników

Na naleśniki: 
  • 50g mąki (u mnie żytnia razowa)
  • 200ml mleka (u mnie sojowe czekoladowe, więc nie użyłam kakao)
  • [1 łyżka kakao, jeśli używamy zwykłego mleka]
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • ew. coś do posłodzenia
  • odrobina oleju do smażenia (u mnie arachidowy)
Wymieszać wszystkie składniki, odstawić na 10-15 minut i smażyć na dobrze rozgrzanym oleju.

 Na nadzienie:
  • 3 czubate łyżki serka homogenizowanego
  • 1 łyżka miodu
  • ekstrakt waniliowy
  • 1 łyżka masła orzechowego (u mnie crunchy)
Wymieszać wszystkie składniki, po czym dodać masło orzechowe i ugniatać łyżką lub widelcem aż masa będzie jednolita (nie trzeba ugniatać, jeśli masło ma dosyć płynną konsystencję).
  



niedziela, 16 marca 2014

38. A więc to jest szczęście

 bananowa owsianka na mleku z masłem orzechowym, masłem migdałowym i orzechami arachidowymi w czekoladzie


Najbardziej szalony tydzień w moim życiu.
Podjęłam tyle trudnych decyzji związanych z przyszłością i teraźniejszością.
I mimo, że złamałam kiedyś najdroższej osobie serce...
Jestem szczęśliwa.
Tak, śmiem stwierdzić, że czuję radość, szczęście, cieszę się życiem.
Znów pamiętam rano, o czym śniłam w nocy.
W końcu nie muszę odpowiadać na pewne pytanie pochyleniem głowy, cichym śmiechem, rumieńcem i okrzykiem "nieee!"
Skupiam się na chwili. 

niedziela, 9 marca 2014

37. Niespodzianka

ricotta hotcakes z przepisu Nigelli Lawson z owocami leśnymi, bananem i miodem


Te placki są przecudne.
To niedopowiedzenie, ale nie mogę Wam niestety powiedzieć, jakimi słowami je dziś opisałam ;)
Trzeci dzień z rzędu czuję się dobrze. Ze sobą, i w większości ze swoim życiem.
Tylko ta jedna cholerna mała (duża?) dręcząca myśl o tym, że może o nim zapominam mnie przygnębia.
Z rozdarcia wczoraj płakałam o czwartej w nocy Nie pozwolę, by to zakłóciło zbawienny przypływ pozytywnej energii.
Znów z nim nie rozmawiałam, więc szykuję się na kolejny tydzień. A mamy tyle do spraw do omówienia...


A jako że humor dopisuje, dziś Wam w końcu pokażę moja mordencję c:
A na ustach nowa szminka, jedna z dwóch kupionych jako prezent dla siebie na Dzień Kobiet.
dolna część zdjęcia troszkę nieodpowiednia