wtorek, 21 stycznia 2014

3. Wtorek



 



Zimno.
Zimno, zimno, zimno.
Nie ma to jak biec z miejsca na miejsce, bo nie czujesz swoich stóp. Ani dłoni.
Z tramwaju do szkoły. Ze szkoły do tramwaju.
Z metra do galerii, żeby zabić czas. Z galerii do autobusu.
Z autobusu do bloku korepetytorki (tu było najzimniej, nie mogłam trzymać telefonu, gdy zadzwonił tata)
A potem, za godzinę, z powrotem na przystanek.
W autobusie też zimno. Chyba tam zasnęłam. Muszę zacząć chodzić wcześniej spać (od kiedy ja to mówię?)
W domu podłączyłam zupę zanim jeszcze zdjęłam kurtkę.
A potem się rozpłakałam. Czemu? - spytał tata.
Bo mi zimno.
To nie jest zwykłe zimno, to przenika mnie do samych kości, miażdży moją czaszkę.
Zimno mi, fizycznie i psychicznie. Nie czuję palców, kończyn ani umysłu.


Trzeba zadzwonić do dziadków.
Chcę płakać.
Nie chcę z nimi rozmawiać.
To koszmar.



owsianka cukiniowo-kokosowa z masłem orzechowym i chipsami czekoladowymi

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz